Pięciu przywódców czerwonego terroru
Pięciu przywódców czerwonego terroru
Pogrzeb założyciela komunistycznej politycznej policji Czeka (następnie NKWD, KGB, a dziś FSB) Feliksa Dzierżyńskiego w Moskwie w 1926 roku: od lewej Rykow, Kałinin, Trocki, Kameniew, Stalin, Bucharin. Wszystkich Stalin później kazał zamordować.
RETRO Niedawno zniknął ze sceny życia Nikołaj Jeżow, czwarty szef G.P.U., światowo znanego organu czerwonego terroru. Pod względem okrucieństwa, z jakim strzelał do swoich ofiar, nie różnił się niczym od swoich poprzedników, był jednak w pozostałym zupełnie inny niż oni.
Pierwsi szefowie sowieckiej tajnej policji
- Feliks Edmundowicz Dzierżyński (1877-1926) Krwawy Feliks
- Wiaczesław Rudolfowicz Menżyński (1874-1934) otruty
- Gienrich Grigorjewicz Jagoda (1891-1938) stracony
- Nikołaj Jeżow (1890-1940) Krwawy karzeł, stracony
- Lawrentij Pawłowicz Beria (1899-1953) stracony
Czeka - GPU - OGPU - NKWD - KGB - FSB
Charakterystyka pięciu mężczyzn, którzy prowadzili G.P.U. od jego założenia podczas rewolucji, jest naprawdę bardzo interesująca.
Feliks Dzierżyński, prawdziwy założyciel Czeki - wysoki, szczupły z gęstym wąsem - pod względem wyglądu przypominał Don Kichota. Opisując jego delikatne jasno niebieskie oczy, radziecki dziennikarz porównał je do gazeli. Pierwszy wykonawca rewolucji był naprawdę osobliwy, posiadał sprzeczną naturę. Był potomkiem starego polskiego rodu szlacheckiego i już we wczesnej młodości zaangażował się w ruch rewolucyjny; pisał wtedy także wiele lirycznych i miłosnych wierszy – osobliwa zaprawa do niesentymentalnej roli, którą przeznaczył mu los.
Zapiski w dzienniku, który prowadził będąc zatrzymanym w carskich więzieniach, są również charakterystyczne dla jego natury. Ich ton jest sentymentalny, lecz od czasu do czasu przebija osobowość przyszłego Dzierżyńskiego – pomiędzy zdaniami pełnymi człowieczeństwa i ciepła pojawia się fanatyczna pochwała całkowitej posłuszności, jaką rewolucjonista musi okazywać swoim ideom. Tylko tak można było w późniejszych latach dostrzec w kiepsko wyrazistych rysach krwi, żądnego wykonawcy tych rozkazów, łagodne rysy twarzy byłego sentymentalnego Don Kichota – Dzierżyńskiego.
W miarę rozwoju rewolucji Dzierżyński zaczął upajać się urojonymi mesjanistycznymi ideami. Rewolucja nałożyła na niego najcięższe zadanie ze wszystkich – przeprowadzać jej straszliwe, krwawe, ale konieczne mordy. Postrzegał swoje zadanie jako osobistą tragedię, wymagającą największego poświęcenia. Jego szalone zauroczenie było tak silne, że bez chwili wahania podpisywał rozkazy masowych egzekucji, wysyłał oddziały karne czekistów do wsi, by tłumić powstania chłopskie. „Bądźcie twardzi” - mówił im przed wyjściem, „nie oszczędzajcie nikogo i nie lękajcie się ofiar. Rozlewajcie ich krew w rzekach, aby mogła być ocalona krew proletariatu!”
Dzierżyński był jedynym radzieckim przywódcą, który po prostu i prymitywnie wierzył w ideę dyktatury proletariatu. Dla innych była to przechwałkowa retoryczna fraza; dla niego proletariat był przeznaczony na pastwę, by stanowić miazgę, na której mogło wyrastać nowe społeczeństwo.
Ciekawa historia pozwala nieco zajrzeć do duszy tego dziwnego człowieka. Kiedy w 1920 roku czerwone oddziały zaatakowały Polskę, w Moskwie utworzono tymczasowy polski rząd sowiecki, przygotowujący się do przejęcia władzy, gdy tylko czerwoni zdobędą Warszawę. Był w nim także Dzierżyński. Kiedy nowi komisarze spotkali się na naradzie w celu podziału ministerstw, podobno nagle w trakcie rozmowy rozległ się marzycielski i entuzjastyczny głos: „Dajcie mi wychowanie i sztukę...” Należał on do Dzierżyńskiego. Wszyscy wybuchnęli śmiechem, który ktoś żartobliwie i na wpół śmiertelnie poważnie przerwał złośliwym komentarzem: „Nie, Feliksie, musisz pozostać wykonawcą rewolucji. Nikt nie zrobi tego lepiej niż ty.” Dzierżyński zbledł ze złości i głęboko urażony przez cały wieczór nie mieszał się do obrad.
Jego następcą w G.P.U. był inny polski szlachcic, Menżyński – „człowiek o żółtych oczach”, jak nazywał go Trocki. Wyglądem był doskonałym biurokratą. Początkowo marzył o karierze dyplomaty i był pierwszym sowieckim konsulem generalnym w Berlinie. Ale Dzierżyński zabrał go do swojego urzędu i Menżyński tam pozostał. Miał jednak również inne zainteresowania – był największym europejskim znawcą klasycznej literatury japońskiej i jednym z niewielu Europejczyków, którzy perfekcyjnie znali język japoński i chiński.
Lecz niedługo po objęciu stanowiska szefa G.P.U. musiał stopniowo coraz bardziej wycofywać się z życia publicznego. Dręczyła go ciężka choroba (powszechnie mówiono o paraliżu) i spędzał większość czasu w domu, czytając literaturę wschodnią. Na wszelkie pytania miał tylko jedną odpowiedź: „Róbcie, co chcecie.”
Według oficjalnych doniesień jego śmierć była wynikiem choroby; zapewniono mu zwyczajny pochówek wszystkich radzieckich przywódców, a urna została umieszczona w murach Kremla. Jednak już wtedy w kręgach urzędniczych twierdzono, że Menżyński nie zmarł śmiercią naturalną. Choroba bardzo go męczyła w ostatnich latach, mówiono, i podobno błagał najwyższe władze partii, by pozwolono mu uciec na zawsze od cierpienia. Po opinii ekspertów Biuro Polityczne przychyliło się do jego prośby. Niecały półtora roku później lekarz, który miał wykonać rozkaz Biura Politycznego, został oskarżony o otrucie Menżyńskiego i zastrzelony.
Na naczelnika G.P.U. po Menżyńskim powołano Jagodę, który przed rewolucją był statystykiem w powiecie Niżny Nowogród. Jego rodzice, ochrzczeni Żydzi, byli Polakami i Jagoda otrzymał polskie wychowanie. Dlatego przydzielono go do G.P.U., które zawsze było w rękach Polaków.
Jagoda był człowiekiem ambitnym. Za obu poprzednich naczelników to on faktycznie rządził w G.P.U., bo był bezpośrednim przełożonym dowódcy Wydziału Wykonawczego, który przeprowadzał aresztowania i egzekucje. Tym człowiekiem był pewien Pauker, galicyjski Polak. Przed wojną światową prowadził zakład fryzjerski w pewnym miasteczku na terenie Galicji, potem został żołnierzem austriackiego pułku i fryzjerem pułkowym. Po upadku Przemyśla został schwytany przez Rosjan i wysłany z innymi jeńcami do Turkiestanu.
Fryzjerzy i kucharze mogą się osiedlić gdziekolwiek, a Pauker szybko zaprzyjaźnił się z rosyjskimi żołnierzami/bolszewikami, którzy wprowadzili go do ruchu rewolucyjnego. Jego polska narodowość pomogła mu zdobyć stanowisko w Czeki, gdzie szybko awansował.
Kiedy Jagoda objął kierownictwo G.P.U., przykładał wielką wagę do schludnego wyglądu. W czasie głodu i niedoboru pierwszej pięciolatki w G.P.U. wszystko musiało lśnić. Kiedy Jagoda powierzając agentowi zadanie podkreślał: „Nie rób tego tak, jak by to zrobili bolszewicy. Wykonaj to w stylu europejskim.” Wówczas w Rosji rzadko można było kupić nawet najbardziej podstawowe artykuły, lecz G.P.U. zawsze dostawała wszystko, o co poprosiła; zaś Jagoda, uważający się za wielkiego artystę i zajmujący się rzeźbiarstwem, zorganizował sobie luksusową letnią rezydencję pod Moskwą. Lubił też wystawiać się jako mecenas, otaczał się chętnie pisarzami i artystami, których chronił. W G.P.U. regularnie powstawały artykuły o jego chwalebnej działalności, które były rozsyłane do wszystkich gazet.
Jagoda organizował w swojej rezydencji okazałe bankiety, na których spotykali się najwyżsi członkowie rad i wybitni artyści oraz elegancko ubranych pięknych kobiet. Większość z nich to były burżuazjki, które w rzeczywistości powinny były znajdować się w moskiewskich więzieniach, ale często w nocy przewożono je do jasno oświetlonego domu Jagody.
Przez długi czas pozycja Jagody wydawała się niezachwiana, ale po zamordowaniu Kirowa w Leningradzie zaczął nad nim wisieć cień niełaski. Gdy wiadomość się rozeszła, Stalin sam pośpieszył do Leningradu, nie wspominając nawet słowem o tajnej policji. Jagoda udał się za nim i dogonił go na peronie. Tam Stalin, nie zważał na obecność radzieckich dygnitarzy i zagranicznych dziennikarzy, wypowiedział na jego temat serię obelg.
Od tego czasu rozpoczęła się długa walka, lecz Stalin stopniowo usuwał ludzi Jagody z G.P.U., aż w końcu z pomocą Armii Czerwonej również samego Jagodę. Ten został powołany do kierowania komisariatem ludowym poczty i telegrafów, lecz niedługo potem gazety informowały o jego aresztowaniu i oskarżeniu o zbrodnicze zachowanie i rozwiązłość. Jednak przed sądem nie padły żadne z zarzutów. Jagoda poniósł karę, którą sam wymierzył wielu innym; jego życie, jako „faszystowskiego szpiega i sabotażysty,” zakończyła kula w tył głowy.
Jako następny mężczyzna objął czerwony terror Nikołaj Jeżow - i z rąk polskich przechodziła G.P.U. w ręce rosyjskie. Niewysoki, chudy, śniady, z długimi ciemnymi włosami, zawsze ubrany w rosyjską kaftanę zapiętą pod szyję i wysokie buty – tak wyglądał człowiek, któremu Stalin powierzył przeprowadzenie swojej „generalnej czystki.” W partii robił karierę powoli, ale solidnie; na Turkestanie wyróżnił się w wojnie domowej, został wybrany do Centralnej Komisji Kontroli Partii, a kilkakrotnie przewodniczył Najwyższemu Sądowi partii.
Wtedy szczegółowo zajmował się obserwacją działalności byłych sowieckich przywódców – Kamieniewa, Zinowiewa i innych, którzy wcześniej stanowili potężną, ale nieoficjalną opozycję Stalina. Zaczął wyczuwać, że stara opozycja odżywa i rozpoczął łowy.
Pogląd Jeżowa na politykę był prosty i jednoznaczny; Stalin był wielkim geniuszem; lud w ZSRR był wspaniały; wszystko, co stało pomiędzy wielkim przywódcą a wspaniałym ludem, musiało zostać zastrzelone. Jeśli liczne działy partyjnej machiny były taką zaporą, tym gorzej dla nich.
Główną cechą charakteru Jeżowa była otwarta i pochłaniająca nienawiść do wszystkich, którzy mieli jakiekolwiek wykształcenie; była to niechęć typowego robotnika do ludzi myślących, zwłaszcza do politycznych teoretyków partii komunistycznej. Stalin sprytnie podsycał jego poczucie niższości i jego drastyczne poglądy na utrzymanie dyscypliny w partii. „Mały zły pies” stał na czele G.P.U. i Jeżow mógł dać upust swoim namiętnościom. Oddano mu prawie wszystkich inteligentów działających w urzędach lub w partii i szybko się ich pozbył.
Lecz rola Jeżowa na tym się zakończyła; przestał być szefem G.P.U. niedługo po przeprowadzeniu generalnej czystki. Warunki w kraju i za granicą domagały się pojednania z warstwami wykształconymi i dlatego Stalin logicznie usunął Jeżowa.
Na jego miejsce wszedł Beria – służbista z powołania i towarzysz ze szkolnych lat, któremu Stalin ufał. Burza w osobie Jeżowa minęła, i choć wielu liderów partii i biurokracji zostało rozstrzelanych, wielu wiodących osób G.P.U. przeszło bez szwanku. A ponieważ w tej instytucji silnie rozwinięty jest duch kasty, zdecydowanie wskazane jest, aby nowy szef był również wysokim urzędnikiem tajnej policji, czekistą wśród czekistów, jednym z nich.
Artykuł ukazał się w czasopiśmie Světový zdroj zábavy a poučení w 1940 roku.
Źródło: http://www.horydoly.cz/slovnik/pet-vudcu-rudeho-teroru.html