Trasa: Dwudniowe wędrówki po Górach Wołowskich

Trasa: Dwudniowe wędrówki po Górach Wołowskich

Túra Dvojdňové túlanie sa Volovskými vrchmi

Nezwyczajna wędrówka Doliną Starovodskou przyniesie wiele niespodzianek. Powolne podejście doliną na przełęcz Krivé zostanie zastąpione łagodnym wspinaniem się na Skalisko (1293 m). Zimowa sceneria i zachód słońca z tego miejsca są wspaniałe. Przyjemne odświeżenie po wejściu w znanym schronisku Chata Volovec z miłą obsługą nie każą na siebie czekać.

Sobota 13.12.2025

Jest sobotnie poranne, przygotowana czekam na przyjaciela i jedziemy samochodem do spišskiej wsi Stará Voda. Auto parkujemy na końcu wsi przy leśniczówce. Ustawiamy sobie kijki, zakładamy rękawice, jest solidny mróz. Idziemy obok krzyża z ławką i strumieniem Stará Voda, w tej dolinie jest chyba dzięki temu dużo chłodniej. Dolina wygląda na czystą, piękny strumień jest krystalicznie czysty, a woda obmywa potężne kamienie. Człowiek ma wrażenie, że jest w Tatrach.

Rozmawiamy w drodze, więc pierwsze kilometry mijają szybko. Otoczenie jest pokryte częściowo roztopionym śniegiem, na asfaltowej drodze jednak nie ma śniegu. Wyżej odkrywamy szałas i leśniczówkę o nazwie Lesnícka lúka. Wokół jest staw ogrodzony, w obiekcie znajduje się stolik piknikowy. Leśniczówka wygląda na dość dużą, obok jest dużo drewna na zimę.

Nagle, po około kilometrze, teren się zmienia, droga nie jest już sucha, lecz pokryta zamarzniętym śniegiem. Na drodze widzimy ślad niedźwiedzia, wow, ale to był duży osobnik. Mimo, że ślad jest sprzed kilku dni, decydujemy być bardziej ostrożni. Zaczyna się łagodne podejście leśną drogą, asfalt się tu kończy.

W końcu świeci słońce, niebo jest czyste - bez chmur, podczas gdy aplikacja pogodowa zapowiadała częściowe zachmurzenie. Wyżej, tuż pod przełęczą Krivé, dochodzimy do drewnianego obiektu. To stary szałas, który ktoś zaczął powoli odnawiać. Obiekt znalazłem dwa lata temu na letniej wycieczce, gdy nie chciało mi się schodzić niebieskim szlakiem ze Skaliska i skróciłem trasę doliną.

Na ławce przed chatką robimy przerwę na herbatę z termosu i przekąskę. Towarzysz bada chatkę, ja korzystam z zimowego słońca. Po odpoczynku idziemy aż do przełęczy Krivé do drogowskazu. Stąd idziemy czerwonym szlakiem na Skalisko, jest to część Drogi Bohaterów SNP. Mijamy kolejny obiekt, starą Avie, znaną wśród wędrowców SNP.

Przy Ramzowej (1255 m) mamy fantastyczny widok z inwersją na okoliczne góry. W odcinku przy Lysina czeka nas strome zejście i potem strome podejście. Ten fragment bardzo mi się nie podoba, niżej jest trochę ślisko, lecz po krawędzi szlaku da się przejść. Przechodzimy obok wykarczowanego terenu, chyba była tu kalamita.

Przed Skaliskiem mój kolega się stresuje, gdzie odłożył portfel i klucze podczas przerwy na picie. Uf, na szczęście przeniósł je do innej kieszeni, więc ich nie zgubił. Ulga, już tylko kilka metrów w górę i jesteśmy na Skaliska. Widać, że po południu niebo się zmienia, jest częściowo zachmurzone.

Słyszymy głosy, prawdopodobnie są tu inni turyści. Widzę dwie grupy ludzi. Pierwsi rozmawiają po węgiersku, drudzy po słowacku. Pozdrawiamy się, rozmawiamy o widoku na zachód słońca i inwersję. Wygląda to jak morze z delikatnych białych chmur. Niebo gra kolorami – pomarańczowym, różowym, czerwonym.

Po wykonaniu zdjęć spokojnie schodzimy od drogowskazu do turystycznej chaty Volovec. Ja zszedłem inną ścieżką niż kolega. Teraz nie wiem – czy jestem na złej ścieżce, czy on? Krzyczę do niego, kto ma rację, nie wie nikt. Dwóch turystów uprzejmie powiedziało nam, że obie ścieżki są dobre, jedna jest dłuższa, druga krótsza, więc idziemy na skróty.

Na ścieżce ślizga się sypki śnieg, pod nim są korzenie i śliskie kamienie. Musimy uważać, jest szarówka i kolega zapalił czołówkę. Idzie się lepiej, niżej śnieg zastępuje błoto. Zauważyłem nowość – w jednym zakręcie jest napięta lina (dla bezpieczeństwa, aby łatwiej przejść ten odcinek).

Schodzimy ostatnie metry i przed nami rysuje się oświetlona chata Volovec.

Nikogo nie ma, tylko my. Otrzepujemy buty z brudu na wycieraczce i wchodzimy do środka. Wita nas nocny stróż z żoną. Nawet na powitanie szczeka mała chihuahua. Odkładamy plecaki, prosimy o coś do picia i jedzenia. Popijamy i rozmawiamy, chihuahua można głaskać, jest przytulna. To samiec, nie samica, nazywa się Elvis.

Ta noc w chacie wcale nie jest zajęta. Planowaliśmy tu spać obaj, ale mój kolega musiał zostać nagle zabrany do szpitala przez gospodarza (z powodu problemów zdrowotnych). Zostałem tu sam. Przed rokiem również tu spałem o tej porze, chata była pusta. Tylko wtedy z innym towarzyszem, ale szliśmy tą samą trasą. No cóż – napiję się jeszcze jednego piwa na dobry sen i położę się pod kołdrę.

14.12.2025

Noc była spokojna, tu wysoko w górach panuje cisza i spokój. Idę do źródełka umyć twarz, aby się obudzić. Później budzi mnie pyszna turecka kawa od gospodarza. Jeszcze śniadanie i dziś idę zupełnie inną trasą. Żegnam się z gospodarzem i muszę przyznać, że usługi, obsługa i uprzejmość były bardzo dobre (transport kolegi).

Idę żółtym szlakiem, przyjemną ścieżką, a potem szeroką leśną drogą. Po tej stronie góry nie ma śniegu, jest zupełnie inaczej niż wczoraj. Fotografuję widoki i poranny mróz, stopniowo mgła się podnosi i unosi wyżej. Dziś ma być pochmurno i faktycznie jest zachmurzenie.

Spotykam pierwszych turystów z dużym psem i witamy się. Pytają mnie, czy chata jest już otwarta. Odpowiadam: „Tak, można się tam już posilić.” Po chwili otwierają plecak, wyciągają domową nalewkę, częstują kieliszek, uprzejmie odmawiam z dobrą wymówką. Wow, jak oni nie zmarzli? Mieli koszulki na krótki rękaw, a ja mam czapkę, rękawice i puchową kurtkę. Gdzieś na Sninskim kamieniu, w zeszłym roku zimą, widziałem podobną modę – chodzić prawie rozebranym. Kto wie, jakie korzyści to przynosi poza zdziwieniem przechodniów.

Schodzę do drogowskazu i starego opuszczonego budynku Guľapalag. To nieczynne ośrodek rekreacyjny, który miał basen. Stamtąd prowadzi nowa asfaltowa droga wzdłuż potoku Zlaty potok. Na Grexe piję herbatę i podziwiam z daleka źródełko przy drodze. Jeden pan nabiera sześć butelek wody, może źródło jest smaczne, kto wie.

Jestem na niebieskim szlaku turystycznym w dolinie Rožňava. Droga jest całkiem równa, nie czekają mnie tu żadne strome odcinki w górę ani w dół. Idzie się łatwo. Zauważyłem nowość, są tu nowe wiaty, których wcześniej nie było. Kilka metrów dalej widzę kolejną. Świetnie, że coś takiego zbudowali. Mogę sobie wyobrazić robienie ogniska lub grillowanie na tej polance przy strumieniu.

Na końcu drogi przy potoku Rožňava stoi ośrodek rekreacyjny LÚČ, jest możliwość noclegu. Zaraz za nim jest ogromny budynek dawnych kąpielisk Rožňava. Teraz mieści się tu dom spokojnej starości Rosenau. Wychodzę przy drogowskazie Rožňavské kúpele, gdzie moja trasa się kończy i czeka mnie transport.

Zakończenie

Volovské vrchy to wyjątkowy obszar na wschodzie Słowacji. Jeśli wybierzesz tę trasę, dojdziesz na Skalisko łagodnym podejściem i równie łagodnym zejściem. Oprócz zabytków, trasa oferuje świetne miejsca na odpoczynek w formie nowych stref relaksu. Ostatnim przystankiem na odświeżenie, po nasyceniu się widokami ze Skaliska, jest Chata Volovec z miłą obsługą. Jeśli chcesz podziwiać zimowe krajobrazy i inwersje, polecam wybrać sezon zimowy. Jeśli chcesz odpocząć na punkcie widokowym Skalisko i orzeźwić się przy źródełku koło chaty, polecam lato.

Źródło: https://hiking.dennikn.sk/ar/8710/dvojdnove_tulanie_sa_volovskymi_vrchmi.html?ref=rss

Powrót do blogu

Zostaw komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed ich opublikowaniem.